Nasz kumpel Jarek Molenda, pisarz i podróżnik, od czasu do czasu podróżuje dla przyjemności. Nie jedzie zdobywać materiałów do kolejnej książki, tylko gapić się i cieszyć się widokami.
Właśnie jest w Senegalu.
Spełnia swoje marzenie.
Napisał na fb, że przy wjeździe pan celnik poprosił go o... długopis.
Nie dlatego, że miał on logo wydawnictwa, z którym współpracuje Jarek, ale dla siostrzeńca, który potrzebuje go do szkoły.
A my kuźwa jęczymy, że nam w niedzielę sklepy zamknęli?
Że zima wróciła?
Że wieje?
Że ojesoo i omatko?
Mało w nas pokory.
Mało wdzięczności.
Kiedyś wyczytałam, że jeżeli myślę, że znalazłam się w czarnej dupie, to gdzieś na świecie jest ktoś, kto o takiej czarnej dupie może tylko pomarzyć.
To już.
Miłej niedzieli.
Idźmy na spacer.
Mimo, że zimno i wieje, ciągle jeszcze świeci słońce.
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
sobota, 17 marca 2018
piątek, 9 marca 2018
Adopciaki
Rodzina nam rośnie w siłę.
Powiększa się nam.
Idziemy przez świat i zbieramy.
Poranionych, opuszczonych, zaniedbanych.
Już jakiś czas temu do naszej tróki dołączyła Aguś.
Mamy dwójkę dzieci zgodnie z zasadą, że bogatemu to się nawet byk ocieli 😁.
Potem do teamu dołączyły dwa futrzaki, tylko na chwilkę...
I tak są z nami już od prawie dwóch lat.
A ostatnio dołączył trzeci.
Schorowany, zaniedbany, biedny.
Jego leczenie, które trwa od miesiąca, kosztowało nas już tyle, że moglibyśmy kupić sobie wiadro futrów ze złotą kokardką każdy.
Jestem dumna z naszych dzieci.
Maluch po miesiącu leczenia ma się trochę lepiej i przybrał na wadze 14 gramów.
To jeszcze nie koniec walki, ale póki jest o co, trzeba walczyć.
Rozrasta się nam rodzinka.
W kupie cieplej i raźniej.
Na święta przyjadą w piątkę.
Lubię tak ❤
Powiększa się nam.
Idziemy przez świat i zbieramy.
Poranionych, opuszczonych, zaniedbanych.
Już jakiś czas temu do naszej tróki dołączyła Aguś.
Mamy dwójkę dzieci zgodnie z zasadą, że bogatemu to się nawet byk ocieli 😁.
Potem do teamu dołączyły dwa futrzaki, tylko na chwilkę...
I tak są z nami już od prawie dwóch lat.
A ostatnio dołączył trzeci.
Schorowany, zaniedbany, biedny.
Jego leczenie, które trwa od miesiąca, kosztowało nas już tyle, że moglibyśmy kupić sobie wiadro futrów ze złotą kokardką każdy.
Jestem dumna z naszych dzieci.
Maluch po miesiącu leczenia ma się trochę lepiej i przybrał na wadze 14 gramów.
To jeszcze nie koniec walki, ale póki jest o co, trzeba walczyć.
Rozrasta się nam rodzinka.
W kupie cieplej i raźniej.
Na święta przyjadą w piątkę.
Lubię tak ❤
niedziela, 4 marca 2018
Przypadki MatkiZ
Cioteczka zaniemogła.
Leżała w niemocy dni dwa.
W trzecim na ratunek ruszyła MatkaZ.
- Musisz coś zjeść- orzekła i nie zagłębiwszy się w powód niemocy oraz braku chęci do konsumpcji, zrobiła cioci... kakao.
.
.
.
Cioteczka nie doceniła wysiłku i podzieliwszy się 'mamusinem kakałkiem' ze światem opadła na poduszki.
.
.
.
- Jesteś wyczerpana, musisz pić- postanowił fachowiec od wszystkiego, wciskając ciotce SZKLANKĘ wody.
.
.
.
Reakcja cioci była natychmiastowa - paw numer dwa.
.
.
.
- Jak nie możesz pić, to może coś zjesz!- postanowiła znawczyni diet wszelakich. W lodówce znalazła jogurt truskawkowy !!! Odruchy obronne ciotki były za słabe, zjadła zatem DWIE łyżki tegoż.
.
.
.
Nie muszę pisać, co było potem?
Jak już fachowcowi opadły ręce i zabrakło koncepcji, zadzwonił do nas.
Jako, że ja TEŻ leżę powalona przez JELITÓWKĘ, Ted zabrał Elektrolity i ruszył na ratunek.
Pierwsza próba podania DWÓCH ŁYŻEK elektrolitów skończyła się podobnie, jak wcześniejsze nękanie przez mamusię, tyle, że Ted na nic już nie czekał i... od wczoraj cioteczka leży w szpitalu, a mamusia nie może jej już leczyć.
Kurtyna.
A swoją drogą ciekawe, czy tak samo nękała Teda i jego brata w dzieciństwie. Ten twierdzi, że nie pamięta.
Cóż, czyżby wyparcie traumy? 😉
Leżała w niemocy dni dwa.
W trzecim na ratunek ruszyła MatkaZ.
- Musisz coś zjeść- orzekła i nie zagłębiwszy się w powód niemocy oraz braku chęci do konsumpcji, zrobiła cioci... kakao.
.
.
.
Cioteczka nie doceniła wysiłku i podzieliwszy się 'mamusinem kakałkiem' ze światem opadła na poduszki.
.
.
.
- Jesteś wyczerpana, musisz pić- postanowił fachowiec od wszystkiego, wciskając ciotce SZKLANKĘ wody.
.
.
.
Reakcja cioci była natychmiastowa - paw numer dwa.
.
.
.
- Jak nie możesz pić, to może coś zjesz!- postanowiła znawczyni diet wszelakich. W lodówce znalazła jogurt truskawkowy !!! Odruchy obronne ciotki były za słabe, zjadła zatem DWIE łyżki tegoż.
.
.
.
Nie muszę pisać, co było potem?
Jak już fachowcowi opadły ręce i zabrakło koncepcji, zadzwonił do nas.
Jako, że ja TEŻ leżę powalona przez JELITÓWKĘ, Ted zabrał Elektrolity i ruszył na ratunek.
Pierwsza próba podania DWÓCH ŁYŻEK elektrolitów skończyła się podobnie, jak wcześniejsze nękanie przez mamusię, tyle, że Ted na nic już nie czekał i... od wczoraj cioteczka leży w szpitalu, a mamusia nie może jej już leczyć.
Kurtyna.
A swoją drogą ciekawe, czy tak samo nękała Teda i jego brata w dzieciństwie. Ten twierdzi, że nie pamięta.
Cóż, czyżby wyparcie traumy? 😉
Subskrybuj:
Posty (Atom)
