Od kilku lat życie gra ze mną w jakąś dziwną grę. Czuję się, jakbym grała w Jumanji (obejrzyjce remake z Dwaynem Johnsonem).
Jak już sobie poukładam te czarne puzzle, które mam na stole, dziwnym trafem dopasuję kształty, ktoś dorzuca mi nowe (albo przetacza się po nich huragan).
Wszystkie w tym samym kolorze, podobnego kształtu. Nic nie pasuje.
Wczoraj dostałam kolejną porcję i tak się zastanawiam ile jeszcze uniosę, zanim coś jebnie?
Idę do apteki po coś na uspokojenie (w sumie nie wiem co, bo nigdy nie brałam). Muszę jakoś przeżyć do chwili, aż nie będę musiała się uśmiechać.
Nie mogę iść pobiegać, a szkoda bo mam taką chęć na bieg, do bólu, po którym zwymiotuję... krwią.
Chyba sobie trochę pomilczę, bo na to stado słoni, które wczoraj przebiegło po stole z puzzlami nawet Mistrz de Mello nie miałby odpowiedzi. A może by miał, tylko ja jestem nadal za głupia, żeby ją dostrzec.
Frajer ze mnie ciężki. Myślałam, że pomoże mi wdech i wydech, a od wczoraj, histerycznie poszukuję odrobiny tlenu.
Oops, taka kolejna lekcja.
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
piątek, 5 kwietnia 2019
środa, 3 kwietnia 2019
Czekając na...
nie, nie! Nie na Godota, na strajk.
Staram się nie czekać na jutro, na piątek, na weekend i na wakacje.
Z tego co mam do dyspozycji dzisiaj wyciskam max.
Tego uczę moich uczniów, ale teraz czekamy, razem, na strajk🙊
Żeby odpocząć bo atmosfera gęsta.
Żeby zrobić zajęcia wcześniej i mieć wolne.
I żeby potem były ferie.
I święta.
Jadę na oparach.
A jeszcze przed świętami Teda czeka slużbowy wyjazd. Piękny, ale w niewłaściwym momencie, a z drugiej strony, trzeba z dzisiaj wyciskać max, jak wspomniałam wcześniej.
Więc niech się dzieje.
Wdech, wydech... dam radę🙈
Staram się nie czekać na jutro, na piątek, na weekend i na wakacje.
Z tego co mam do dyspozycji dzisiaj wyciskam max.
Tego uczę moich uczniów, ale teraz czekamy, razem, na strajk🙊
Żeby odpocząć bo atmosfera gęsta.
Żeby zrobić zajęcia wcześniej i mieć wolne.
I żeby potem były ferie.
I święta.
Jadę na oparach.
A jeszcze przed świętami Teda czeka slużbowy wyjazd. Piękny, ale w niewłaściwym momencie, a z drugiej strony, trzeba z dzisiaj wyciskać max, jak wspomniałam wcześniej.
Więc niech się dzieje.
Wdech, wydech... dam radę🙈
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
Nic śmiesznego
Od wczoraj przez internety przechodzą takie niusy, że nie wierzę.
Dzisiaj ktoś znowu nożem wyraził poglądy.
MatkaZ schudła 10kg, ale ona nie jest niedożywiona, tylko jakoś tak słabo się czuje 'topewnieprzeztęwiosnę'.
I może jakieś 'przepraszam, będzie trochę hałasu, zaczynamy remont'? Bo przecież my tu uczymy języka migowego, nic nie musimy słyszeć. Tyle, że moja Babcia mawiała, że 'od gęsi owsa nie dostaniesz' i bardzo miała rację.
I może jakieś 'przepraszam, będzie trochę hałasu, zaczynamy remont'? Bo przecież my tu uczymy języka migowego, nic nie musimy słyszeć. Tyle, że moja Babcia mawiała, że 'od gęsi owsa nie dostaniesz' i bardzo miała rację.
A nauczyciele próbują przebić się przez pustostan umysłowy.
Jak tu zrobić komuś jakiś żart kiedy, kuźwa, jest tak śmiesznie, że łzy po policzkach lecą?
Przy życiu trzyma mnie nadzieja na dobrze rozpoczętą jesień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)