Za każdym razem, kiedy sobie pomyślę, że jesień jest do dupy, a pojawiam się na lokalnym ryneczku, zmieniam zdanie.
Kolory jesieni przeczą jesiennemu przygnębieniu, kipią energią.
- Jesień nadchodzi stale, permanentnie- wygłosiłam ostatnio teorię nieuchronności.
- Nawet wiosną?- zapytał zaczepnie Ted.
- No tak, gdyż potem, jak wiatr przemyka lato i... co nadciąga?- odbiłam piłkę.
- Jesień?- wyrwany do tablicy, zareagował, tak jak przewidzialam Ted- Źle się czujesz, więc siejesz defetyzm.
No źle! Zrobiło się chłodniej i mnie złamało. Wpierniczam świństwa podpieram się miodem, imbirem i ziołami oraz próbuję do poniedziałku stanąć na nogi. Chwilowo idzie mi marnie. Ale zakupy jednak ucieszyły moją skołataną duszę.
Popatrzcież (fota również na insta)🍁
