do tego co w kraju tamtejszym
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
sobota, 18 grudnia 2021
Jako komentarz
niedziela, 12 grudnia 2021
Czarna Owca
Czarną owcą w rodzinie była moja Mama.
Wyrwała się z mentalności wielkopolskiej ( dużo by tłumaczyć, zjawisko ogólnie można podsumować zdaniem ‚co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie’).
Początkowo nie rozumiałam dlaczego ‚uciekła’ z rodziny, w której byli babcia i dziadziuś, tyle tylko, że babcią i dziadziusiem byli dla mnie.
Wielkopolska rodzina jest rodziną hierarchiczną. Nie odmawia się starszym, nie odmawia się rodzinie, jako takiej, plany rodziny są ważniejsze od twoich planów, rodzina ma zawsze rację, wie lepiej, co jest dla ciebie dobre, dlatego też możesz przedyskutować swoje plany z rodziną, ale jak nie wprowadzisz w życie jej sugestii, masz przerąbane oraz nie przewiduje się odstępstw od tych zasad. Zrozumiałam, jak dorosłam i doceniłam ten akt odwagi mojej Mamy. Uroczystości rodzinne planowane bez mojej wiedzy i bez pytania o moje plany skutecznie olewałam. Sugestie rodziny co do mojego życia osobistego i zawodowego miałam serdecznie w dupie, a wyrażane przeze mnie głośno poglądy sprawiły, że przyklepano mi łatkę pyskatej. Bo przecież co wolno wojewodzie… zostałam zatem czarną owcą. W moje ślady idzie Młoda. Chorująca na covid w Poznaniu ratowana była przez ludzi z Zielonej Góry, bo wolała się męczyć, niż poprosić o pomoc tych, co na miejscu.
Po co ja to wszystko piszę kreując taką radośnie przedświąteczną atmosferkę? Otóż obejrzałam film ‚Czarna owca’ z Arkiem Jakubikiem w roli… komediowej (no dobrze, komediowo-dramarycznej) Magdą Popławską i genialnym Włodzimierzem Pressem, który w filmie wygłasza jedno zdanie, w dodatku PO NIEMIECKU. To jest film o tym co należy, co trzeba i co wolno robić, żeby być częścią hierarchii i jednocześnie walczyć o siebie. Obejrzyjcie go sobie zamiast latać po ośnieżonych parapetach pucując okna.
Zbliżają się święta, a nie kontrola z sanepidu.
sobota, 4 grudnia 2021
Nie jestem
W jednej z przeczytanych ostatnio książek znalazłam dowcip o tasiemcu.
Pyta synek tasiemiec ojca tasiemca:
- Tatoo, dlaczego inni mieszkają tam, gdzie jest pięknie, pachnąco i barwnie, a my siedzimy tu, w smrodzie i cali upaprani.
- Bo tutaj synu- odparł ojciec- jest nasza ojczyzna.
Nie jestem zatem tasiemcem. Moja ojczyzna jest tam, gdzie na ławie, obok kawy stoi mój sernik. Gdzie stoi moja choinka (zaraz stanie) i gdzie przy stole siedzą ci, których kocham.
Mój Dziadek długo nie mógł przyzwyczaić się do Wielkopolski, tęsknił za Lwowem. Mój Lwów jest na jednej, wcale niemałej, wyspie. Może się kiedyś przyzwyczaję do tutejszego języka, leje prawie tak, jak na mojej wyspie, a polskie sklepy mam już ogarnięte.