Dziecko urodziłam w wieku 28 lat. Nie dlatego, że do tego momentu nie trzeźwiałam, ale dlatego, że zdecydowałam się poznać kawałek świata. Bo, panie nadprezesie, podróże kształcą. Poznanie innych kultur rozwija, tolerancję zwłaszcza. Umiejętność posługiwania się językami obcymi otwiera drzwi do innego świata. W tym świecie czeka moc ciekawych ludzi, z którymi nie koniecznie trzeba chlać, można z nimi rozmawiać i wiele się od nich nauczyć. Nasz amerykański kumpel mieszkający w Polsce, w zagłębiu dulszczyzny twierdzi, że jesteśmy jednymi z niewielu Polaków jakich zna, którzy nie mają polskiej mentalności. To komplement. Myślę, że moi Dziadkowie są ze mnie dumni. W moich żyłach płynie krew polska, ale i węgierska, i austriacka (pewnie dlatego tak dobrze mi w Wiedniu, chociaż w Bostonie, Montrealu, Pradze, Amsterdamie i Antwerpii też mi dobrze- taki typ).
Ale do meritum. Pan nadprezes, jak ksiądz, poucza jak żyć w rodzinie, jak płodzić i wychowywać dzieci, zachować dobre relacje z mężem lub żoną. Tylko na jakiej, ja się uprzejmie kurwa pytam, podstawie? Jest takie powiedzenie: ‚zanim kogoś osądzisz i udzielisz mu rad, przejdź rok w jego butach’. Nie sądzę, żeby ktokolwiek miał ochotę chodzić w cudzych butach, a już pan nadprezes zwłaszcza. Nie było go przy mnie, gdy ledwie miałam na chleb, gdy walczyłam o każde otwarcie oczu, o każdą najprostszą codzienną czynność, gdy na kawałki rozpadało się moje dziecko i gdy sama budowałam nasz dom, gdy przez dwanaście lat byłam matką, ojcem, szklarzem, hydraulikiem, psychologiem i nauczycielem. Nie życzę sobie zatem ocen w stylu ‚dawanie w szyję’ i innych chamskich odzywek.
Panie nadprezesie śmierć nie jest największą stratą w życiu, największą stratą jest to, co umiera w nas, gdy żyjemy. A w panu umarło wszystko, ze zdrowym rozsądkiem włącznie.
I tak zupełnie poza tematem, czy tylko ja do tej pory nie czytałam ‚Czułej Przewodniczki’ Natalii De Barbaro?









