Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

środa, 25 lutego 2026

Akceptacja

Powinnam zacząć od ‚matko, już prawie koniec lutego’, żeby było konsekwentnie i żeby nie było, że AI😂

No ale jest prawie koniec lutego, a mnie wchłonął real. 

Zapier… kurs. Znowu wisi nade mną certyfikacja. Kursy są fajne, ale nadal nie lubię egzaminów😉 i o ile praktyka jest super, mimo, że potem siedzę i opisuję to dwie, trzy godziny o tyle egzamin z teorii i patrzenie, jak ucieka mi czas, to paskudne uczucie. Chyba jednak nie powinnam się skarżyć, sama sobie tę ścieżkę wybrałam😃

W tak zwanym międzyczasie, nasmarowałam, zrobiłam prezentację i poprowadziłam sześciogodzinny trening z mojego podwórka, co było wyzwaniem, bo w edukacji nie siedzę już czas jakiś. Osoba zapraszająca mnie do współpracy wiła się mówiąc ‚wiesz, to tylko jeden trening, nie musisz być idealna’. Po zakończeniu stwierdziła ‚robimy z tego szkolenie i sprzedajemy’ 😃 I tak zostałam trenerem w pewnej firmie na stałe. 

Na deser zostawiłam najśmieszniejsze. Ha! ha! Wszystkie symptomy histaminowe wylazły, jak zombie spod kamienia. Do tego, co robię od prawie dwóch lat trzeba było w końcu dorzucić probiotyk. Bardzo się przed tym broniłam, bo wiedziałam czym to pachnie. Ale… trzeba, to trzeba. I tak od trzech tygodni jestem obolała i wkurwiona (nie będę tego gwiazdkować, tak jestem wkurwiona). Mam zawroty głowy, jest mi niedobrze, boli mnie wszystko w środku oraz stawy i mam podły nastrój. Do kolekcji mam całą twarz w ropnych wypryskach, jak nastolatka w okresie dojrzewania, z tą różnicą, że one się nie leczą, a codziennie przybywa nowych. Na dokładkę non stop boli mnie głowa. Jak gadam podczas treningu o osi mózgowo- jelitowej to jestem chodzącym przykładem jak wygląda, w praktyce, jej zaburzenie.Nie robię kursu tak intensywnie, jak bym chciała, gdyż zwyczajnie nie mam siły. Już dawno rzuciłabym to g… (probiotyk znaczy) w cholerę, ale w głowie kołaczą mi się słowa ‚będzie pogorszenie, będzie źle, ale nie przestawaj’. Siedzę sobie teraz i piszę, a mój brzuch boli sobie w losowo wybranych miejscach skurczami, jak popieprzony. ‚Nie przestawać’. A to dopiero 3/4 dawki.

‚Ja bym tak nie mogła, bez kawy, czekolady, bez czipsów’- usłyszałam ostatnio. A co ja mam zrobić? Bez wymienionych wyżej można żyć, mogę się jeszcze obudzić z mordą na kaflach i wylądować w szpitalu, bo nie mogłam żyć bez czegoś. Więc mogę. Mogę bez i mogę z… probiotykiem, który chce mnie wykończyć, ale ja się nie daję. 

Akceptuję sobie ten mój dziwny czas. Nie potrafię się nim dzielić. Blog powstał, bo był moją terapią, miejscem wylewania moich tęsknot. Jak wszystko akceptujesz, nie wylewa się frustracja. To dziwny dla mnie stan, bo kiedyś frustracja była moim drugim imieniem. 

I wiecie co? Dobrze mi tak, jak jest. Z tą wieczną pogonią za certyfikacjami, presją kolejnego treningu, bólem w dziwnych miejscach. To wszystko zmierza w jakimś celu.  

Oraz w Belgii jest już wiosna. 


Zdjęcie zostało zrobione 1 lutego. Dzisiaj pewnie są tam już krokusy, ale nie mam siły iść zobaczyć i to jest też ok.  Zajrzę do Was, jak będę miała lepszy dzień. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz