albo o mamwdupuźmie, jak kto woli.
MatkaZ ma przyjaciół, starszych państwa,
bardzo fajnych, aktywnych ludzi.
Podróżują, czytają, spacerują... żyją.
Kilka tygodni temu pani Basia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że matrwi się o Zosię, bo ta ciągle się przewraca, za mało chodzi i ogólnie brak jej ruchu. Nie odkryła Ameryki, jak ktoś ma 155 cm wzrostu i waży 72 kilogramy, to nóżki nie noszą.
Pani Basia jednakowoż zaproponowała rozwiązanie. Otóż ma rower stacjonarny, na którym Zosieńka, oglądając swoje ulubione seriale, będzie mogła pedałować. Jest tylko jeden problem, od nich Zosia pomocy nie przyjmie. Liczą na nasze wsparcie w tym względzie.
Wczoraj spróbowaliśmy...
- Nie, bo mi się nie chce.
- Nie, bo nie lubię.
- Nie, bo nie.
Na pytanie Teda, co będzie, jak w końcu tak upadnie, że się połamie, jak sobie wówczas wyobraża naszą pomoc, skoro teraz nie wyrabiamy się czasowo?- odpowiedziała: 'Jakoś to będzie'!!!
JAKOŚ TO BĘDZIE!!!
Teraz my liczymy na to, że zrobiło jej się przykro i zadzwoni do 'Maciejów' na skargę, a oni nas poprą i zaproponują rower Basi, który umiera z nudów w pokoju gościnnym.
I taka mnie tylko naszła refleksja, że nigdy bym nie powiedziała czegoś takiego Młodej. Nie wiem, jak to nazwać.
Mamwdupuzm mi jedynie przychodzi do głowy, żeby nie powiedzieć kure...
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
poniedziałek, 14 maja 2018
poniedziałek, 7 maja 2018
O tym, że nigdy nie wiesz z kim rozmawiasz...
Wczoraj mieliśmy wspólny wolny dzień. Uczciliśmy go długą wycieczką pieszą, a że nie chciało nam się wracać do domu, postanowiliśmy zjeść obiad w uzdrowiskowej, czyli tej najbardziej atrakcyjnej, części miasta. Wybór padł na restaurację, o której wiedzieliśmy, że karmią dobrze i ceny nie są zabójcze. Dodatkową motywacją była, często przez nas zauważana, kolejka oczekujących przed wejściem.
Weszliśmy, a razem z nami na scenę wkroczył 'kelner-super star'. Od początku założył, że nie warto się nad nami wytrząsać, pamiętajmy, że wracaliśmy, odziani na sportowo, z 10-cio kilometrowego spaceru. Na pytanie, jakie poleciłby piwo odpowiedział: nie piję piwa (nie o to pytaliśmy), ale jak mnie pan spyta o wino, to możemy porozmawiać.
Ted zechciał porozmawiać.
Super Star nie miał pojęcia z kim uprawia pogaduszki, brnął gdzieś zatem po krzaczorach i skończył na propozycji otwarcia specjalnie dla nas Prosecco przy użyciu szabli. Cóż... nie mam pojęcia, co miała na celu ta propozycja. Szablą otwiera się najszlachetniejsze trunki. W ogródku przy plaży, pieścić butelkę Prosecco, jakby to było conajmniej Dom Perignon? Gdzie tu sens?
Wróciliśmy zatem do piwa i platera ryb dla dwojga oraz butelki wody.
Nasz Gwiazdor zabrał Tedowi popielniczkę i mimo, iż potwierdziliśmy, że Ted pali, nie dostaliśmy nowej.
Ted z rozbawieniem obserwował, jak Gwiazdor góruje, nad spragnioną żywności, gawiedzią. Tu chlapiąc gościa wodą ze zmrożonej butelki, tam o czymś zapominając, jeszcze gdzie indziej zapominając o kimś, radośnie wpadając na gości i zagrażając ich bezpieczeństwu (wysokie, pełne szkło falujące na tacy itepe).
Po posiłku zapytał: 'wszystko ok?'. 'Nie kurwa, mam wrzody żołądka i hemoroidy, a jeżeli pyta pan, czy jesteśmy zadowoleni z naszego wyboru, odpowiedź brzmi TAK'- chciałoby się radośnie zakrzyknąć.
Kiedy podawał nam rachunek i usłyszał, że napiwek dostanie na karcie, wysilił się na dowcip. Za późno.
Nawet nie wiedział, że nonszalancko kopał się z koniem, a to, że przeżył zawdzięcza tylko temu, iż naszą zasadą jest, że w dyskusji z ignorantem, na naszych ustach goszczą dwie rzeczy na S- smile and silence*.
Mimo, że ryby były pyszne, nie wrócimy już do tego miejsca, zresztą za chwilę nasz kumpel otwiera smażalnię. Wolę rybę na plastikowym talerzu podaną z uśmiechem, niż kogoś, kto podaje mi plater i traktuje z wyższością.
* uśmiech i milczenie- to dla tych, którym kiedyś obiecałam 😉
Weszliśmy, a razem z nami na scenę wkroczył 'kelner-super star'. Od początku założył, że nie warto się nad nami wytrząsać, pamiętajmy, że wracaliśmy, odziani na sportowo, z 10-cio kilometrowego spaceru. Na pytanie, jakie poleciłby piwo odpowiedział: nie piję piwa (nie o to pytaliśmy), ale jak mnie pan spyta o wino, to możemy porozmawiać.
Ted zechciał porozmawiać.
Super Star nie miał pojęcia z kim uprawia pogaduszki, brnął gdzieś zatem po krzaczorach i skończył na propozycji otwarcia specjalnie dla nas Prosecco przy użyciu szabli. Cóż... nie mam pojęcia, co miała na celu ta propozycja. Szablą otwiera się najszlachetniejsze trunki. W ogródku przy plaży, pieścić butelkę Prosecco, jakby to było conajmniej Dom Perignon? Gdzie tu sens?
Wróciliśmy zatem do piwa i platera ryb dla dwojga oraz butelki wody.
Nasz Gwiazdor zabrał Tedowi popielniczkę i mimo, iż potwierdziliśmy, że Ted pali, nie dostaliśmy nowej.
Ted z rozbawieniem obserwował, jak Gwiazdor góruje, nad spragnioną żywności, gawiedzią. Tu chlapiąc gościa wodą ze zmrożonej butelki, tam o czymś zapominając, jeszcze gdzie indziej zapominając o kimś, radośnie wpadając na gości i zagrażając ich bezpieczeństwu (wysokie, pełne szkło falujące na tacy itepe).
Po posiłku zapytał: 'wszystko ok?'. 'Nie kurwa, mam wrzody żołądka i hemoroidy, a jeżeli pyta pan, czy jesteśmy zadowoleni z naszego wyboru, odpowiedź brzmi TAK'- chciałoby się radośnie zakrzyknąć.
Kiedy podawał nam rachunek i usłyszał, że napiwek dostanie na karcie, wysilił się na dowcip. Za późno.
Nawet nie wiedział, że nonszalancko kopał się z koniem, a to, że przeżył zawdzięcza tylko temu, iż naszą zasadą jest, że w dyskusji z ignorantem, na naszych ustach goszczą dwie rzeczy na S- smile and silence*.
Mimo, że ryby były pyszne, nie wrócimy już do tego miejsca, zresztą za chwilę nasz kumpel otwiera smażalnię. Wolę rybę na plastikowym talerzu podaną z uśmiechem, niż kogoś, kto podaje mi plater i traktuje z wyższością.
* uśmiech i milczenie- to dla tych, którym kiedyś obiecałam 😉
środa, 2 maja 2018
Subskrybuj:
Posty (Atom)




