... za to na notkę bardzo tak.
O tym, że minister edukacji (małe litery zamierzone) postanowił leczyć dziewczynki z otyłości SKSem słyszeli już chyba wszyscy. O tym, że Polacy na głupotę 'elyt' reagują memami też pewnie wszyscy wiedzą.
Otóż bez głębszego researchu (takiego rozejrzenia się po świecie i internetach) pan minister stwierdził, że to dziewczynki mają problem z nadwagą. Nie będę się tu rozwodzić w temacie, bo nie zamierzam brać udziału w nagonce na tych z problemem, ani tych bez. Po tym, jak facet pierdolnął na vivat, naród odwdzięczył mu się falą memów proponując spojrzenie w lustro, różnego rodzaju diety i inne tego typu akcje NIE MYŚLĄC o tym, jak się czują ci, których (na różnych etapach życia) ten problem dotyczy.
Serio musimy ludziom zaglądać w gacie, pod kołdrę, do garów?
Co nas to gówno obchodzi, że ktoś jest otyły? JEST I JUŻ. Może z powodów medycznych, może z psychicznych, a może ze wszystkich razem. Fala fat shamingu (wyśmiewania otyłości) przetacza się po kraju za sprawą jednej idiotycznej wypowiedzi. Czy rzeczywiście należało dołączyć do idioty, piętnując tych z problemem?
Oni wiedzą, że go mają. Wstają codziennie rano, patrzą w lustro i najchętniej schowaliby się pod kołdrę. Nie ubierali się w ciuchy, które znowu zrobiły się za ciasne. Nie otwierali lodówki z poczuciem winy. Nie faszerowali się środkami, które dają nadzieję, a nie efekty.
Skąd to wiem?
No wiem.
To, że mnie się udało nie znaczy, że uda się innym. Nie znaczy, że czuję się lepsza. Nie znaczy również, że ja już jestem wolna od problemu. Z otłością jest jak z piciem i paleniem. Lubi się wymknąć spod kontroli.
Panie ministrze, następnym razem, jak zechce pan pierdolnąć coś w przestrzeni publicznej, proszę skonsultować się z kimś mądrym, najlepiej psychologiem albo psychodietykiem. Powodując bowiem falę hejtu, uderzył pan, między innymi w dziewczynki, które tak bardzo chciał pan chronić.
P.S.
Przepraszam, znowu od kogoś wymagam myślenia🙈