Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

sobota, 6 września 2025

Już wiem

 Zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie ma mnie tu tak często, jak kiedyś i chyba mam odpowiedź.

Otóż wszystkie fajne pomysły na teksty wpadają mi do głowy w pracy. Jak wracam do domu, a mam nienormowany czas pracy i stan w jakim wracam jest różny, zwyczajnie już nie pamiętam tych wszystkich zarąbistych inspiracji. No i postanowiłam, że będę je sobie zapisywała, żeby nie milczeć. 

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o wodzie. Dlaczego o wodzie? Bo składamy się głównie z wody.

Otóż japoński naukowiec  Masaru Emoto twierdzi, że woda reaguje na emocje, muzykę, słowa i intencje. Wraz ze swoimi studentami przez czas jakiś kodował wodę. Część pozytywnie, część negatywnie. Z badań wykonanych po zakończeniu eksperymentu wynika, że woda wystawiona na bodźce pozytywne, muzykę klasyczną itp, tworzyła pod mikroskopem symetryczne kształty, natomiast ta, kodowana negatywnie, pod mikroskopem tworzyła chaos. Pan Emoto napisał nawet na ten temat książkę.

I tu wracamy do nas, składających się z wody. Myślę, że warto to pozytywne kodowanie wziąć sobie do serduszka, bo jeżeli to działa (chociaż nikt inny nie potwierdził tego w badaniach) to lepiej mieć w środku harmonię, niż chaos, prawda?

Mój Nauczyciel, Człowiek dla mnie ważny proponował zawsze, żeby pozytywne kodowanie zaczynać od rana. 

‚Wchodzisz do łazienki, wyglądasz jak zombie, ledwie otwierasz oczy, patrzysz w lustro i mówisz:

- Nie mam pojęcia, kim jesteś, ale umyję ci zęby chcesz?’

Czasem, kiedy moje włosy, nad którymi panuję tylko przy użyciu gumki, przybiorą ten szczególny stan kołtuna, spoglądam w lustro, słyszę Jacka i wybucham śmiechem. 

Woda zakodowana😂

Też tak macie, czy tylko ja jestem porąbana?

poniedziałek, 1 września 2025

Za mało mnie, a szkoda

 powiedziała Teatr, więc oto jestem😉

Zastanawiam się dlaczego nie mam potrzeby pisać i wychodzi mi, że znalazłam inny sposób pozbywania się negatywnych emocji. Bo mój blog początkowo działał terapeutycznie, wchodziłam tu, wylewałam żale i było mi lżej. A teraz mi lżej bez wylewania, bo są techniki niewylewania. 

A zatem somatyka Szanowni Czytacze sprawia, że Dreamu nie wkur… nie unosi się, jak dawniej. Nawet Ted to zauważył. Jest nam z tym lepiej, obojgu. Jemu, bo nie musi gasić pożarów oraz mnie, bo bez ognia jest mi wygodniej. 

Dreamu złagodniała na starość, można by rzec. 

Nie będę Wam nic wmawiać, sami sobie poszukajcie, jak czujecie potrzebę, ćwiczeń somatycznych w przestrzeni wirtualnej. 

😂😂😂 przepraszam, ale roześmiałam się, bo ja tu sobie siedzę, a Emma daje mi znać, pomrukami niezadowolenia, że jest po 16:00 a ja siedzę, zamiast pójść i ją nakarmić😂😂😂

Zaraz pójdę tylko jeszcze zapytam Was o co chodzi z ‘szon patrol’. Co się dzieje w naszym biednym kraju? Kim są samozwańczy obrońcy cnót niewieścich i dlaczego nikt im jeszcze nie zapodał plaskacza na pysk i prawnika pod drzwi?

Ekhhh, jednak się uniosłam. Widzicie? Blogiwanie mi szkodzi😂🤣😂

Dobrego tygodnia, pięknego września. 

Idę nakarmić żebradora, niech chociaż ona nie ma problemów, albo tylko takie, że nie pozwoliłam jej dzisiaj pobiec za lisem.



niedziela, 24 sierpnia 2025

Siedzę na tarasie

 … i tak sobie myślę, że skrobnę słówko, że jestem i jest mi ok.

Teraz jest dobrze i nawet trzeba było rozłożyć parasolkę, ale w nocy włącza się ogrzewanie. Co to jest? Prawie nie było lata, a tu już jesień. 

Na kempingu byliśmy raz. Słabo. 

Ogarniam rzeczywistość po kursie i malarzach. Niby było to tylko malowanie okien, ale przed malowaniem było szlifowanie, a zatem wiecie, z czym się mierzymy. 

Nie odpoczęłam tego lata, ale to już ze sobą ustaliłam, że zmęczenie z powodu własnych pasji to przywilej. Spróbuję to teraz trochę nadrobić, bo nie ma szefów i można pochodzić na luźnej szelce, ale nie mogę demotywować pracowników, więc te miękkie kolanka trzeba trochę ukrywać.  

Dużo robię dla siebie, bo jestem mądrzejsza o wiedzę ostatnio zdobytą. Testuję ją na sobie. Za czas jakiś pozwolę sobie zaproponować testy na Was. Już myślę jak to zrobić. 

Na niebie kilka obłoczków, jak z waty cukrowej, Ted słucha o winach z Bordeaux, a ja zmykam do kuchni, zrobić knedle, bo lato nie jest zaliczone bez knedli z morelami. 

Odpoczywajcie i cieszcie się słońcem, jeżeli je jeszcze macie. 

P.S.

Kończę chustę dla Justyny. Za dużo zajęła mi czasu.