O tym, że nie myję okien i nie szaleję na miotle zadecydowałam już dawno temu. Albo 'wesołych świąt', albo czyste okna. I nie interesuje mnie to, że nasze mamy też pracowały, miały dzieci i błysk w domu.
Moja Mama nie pracowała od poniedziałku do piątku po 10 godzin na dobę jako lektor języka i sekretarka, mogła się zerwać z pracy i sprzątać, gotować i szaleć.
Jestem rozgrzeszona.
W planie na dzisiaj miałam zatem tylko zakupy i robienie pyszności w kuchni.
- Kochanie- obudził mnie rano Ted- wstawaj, trzeba jechać po jemiołę.
- Po bukszpan skarbie, to zielone na Wielkanoc nazywa się bukszpan. Jemioła to Boże Narodzenie- wymruczałam w poduszkę.
- Chyba jednak jemiołę- parsknął śmiechem, podnosząc roletę, czym wyrwał mnie z błogostanu.
I zobaczyłam te dachy w białym, pierniczonym puchu.
A potem odśnieżyliśmy auto i pojechaliśmy na rynek.
Jakimś cudem kupiliśmy bukszpan i bazie, ale wszyscy sobie żartowali, że jeszcze tylko karp i święta.
Co ja mam w końcu upiec pierniki czy mazurka?
Bardzo, kuźwa zabawne.
No i nie wiem, czego Wam życzyć.
Niech będą smaczne (na to w przypadku polskich świąt zawsze można liczyć) i spokojne. Jak nie musicie, nie odkopujcie samochodów.
To się kiedyś samo roztopi 😉
'Błogosławieni ci, którzy potrafią śmiać się z własnej głupoty, albowiem będą mieli ubaw do końca życia'- ks. Jan Twardowski
czwartek, 29 marca 2018
środa, 21 marca 2018
Pogodzić się ze stratą...
jest ciężko.
Zwłaszcza, jak walczysz jak lew.
Ale druga strona nie walczy.
Patrzysz w oczy i widzisz brak siły.
I odpuszczasz, bo i lekarz odpuszcza i mały pacjent też.
- Musimy go uśpić- przyszła wczoraj po południu wiadomość z gabinetu weta (wszystko wydawało się być dobrze, to była tylko wizyta kontrolna po zabiegu).
Siedziałam w pracy, prowadziłam zajęcia i jedyne, co mogłam, to zapłacić.
Nie przyjadą w piątkę na święta.
Nasza mała myszka buszuje gdzieś w szczurzym raju.
Nie myślałam, że tak mnie to dotknie.
Miękka buła ze mnie.
Zwłaszcza, jak walczysz jak lew.
Ale druga strona nie walczy.
Patrzysz w oczy i widzisz brak siły.
I odpuszczasz, bo i lekarz odpuszcza i mały pacjent też.
- Musimy go uśpić- przyszła wczoraj po południu wiadomość z gabinetu weta (wszystko wydawało się być dobrze, to była tylko wizyta kontrolna po zabiegu).
Siedziałam w pracy, prowadziłam zajęcia i jedyne, co mogłam, to zapłacić.
Nie przyjadą w piątkę na święta.
Nasza mała myszka buszuje gdzieś w szczurzym raju.
Nie myślałam, że tak mnie to dotknie.
Miękka buła ze mnie.
sobota, 17 marca 2018
Problemy pierwszego świata
Nasz kumpel Jarek Molenda, pisarz i podróżnik, od czasu do czasu podróżuje dla przyjemności. Nie jedzie zdobywać materiałów do kolejnej książki, tylko gapić się i cieszyć się widokami.
Właśnie jest w Senegalu.
Spełnia swoje marzenie.
Napisał na fb, że przy wjeździe pan celnik poprosił go o... długopis.
Nie dlatego, że miał on logo wydawnictwa, z którym współpracuje Jarek, ale dla siostrzeńca, który potrzebuje go do szkoły.
A my kuźwa jęczymy, że nam w niedzielę sklepy zamknęli?
Że zima wróciła?
Że wieje?
Że ojesoo i omatko?
Mało w nas pokory.
Mało wdzięczności.
Kiedyś wyczytałam, że jeżeli myślę, że znalazłam się w czarnej dupie, to gdzieś na świecie jest ktoś, kto o takiej czarnej dupie może tylko pomarzyć.
To już.
Miłej niedzieli.
Idźmy na spacer.
Mimo, że zimno i wieje, ciągle jeszcze świeci słońce.
Właśnie jest w Senegalu.
Spełnia swoje marzenie.
Napisał na fb, że przy wjeździe pan celnik poprosił go o... długopis.
Nie dlatego, że miał on logo wydawnictwa, z którym współpracuje Jarek, ale dla siostrzeńca, który potrzebuje go do szkoły.
A my kuźwa jęczymy, że nam w niedzielę sklepy zamknęli?
Że zima wróciła?
Że wieje?
Że ojesoo i omatko?
Mało w nas pokory.
Mało wdzięczności.
Kiedyś wyczytałam, że jeżeli myślę, że znalazłam się w czarnej dupie, to gdzieś na świecie jest ktoś, kto o takiej czarnej dupie może tylko pomarzyć.
To już.
Miłej niedzieli.
Idźmy na spacer.
Mimo, że zimno i wieje, ciągle jeszcze świeci słońce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)