Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

poniedziałek, 20 maja 2024

Zgodnie z powiedzeniem

ojca mojej fumfelki Aśki ‚pokaż mi swoje buty, a powiem Ci, jak się bawiłeś’ my bawiliśmy się dzisiaj świetnie, żeby nie powiedzieć zaje..ście.


Zrobiliśmy 13 kilometrów w bardzo trudnych warunkach.


Mozela wylała, a okoliczne strumienie zagarnęły dla siebie szlaki turystyczne.Trochę się wpakowaliśmy, ale generalnie było fajnie, trudno, lekko niebezpiecznie i mokro w butach. 

Szliśmy z aplikacją Komoot. Sama apka bez fajerwerków, niby powinna być precyzyjna, ale nadrobiliśmy 2 kilometry, bo chwilami pakowała nas na minę. Szlak oznaczony słabo, podobnie jak te, we Francji. Zero porównania do polskich oznaczeń stąd też czas przejścia lekko różny od sugerowanego, a i błoto i konieczność szukania przejść, kiedy szlak był zalany, też swoje dodała. 


Ogólnie malowniczość trasy 10/10 i zabawa 10/10. Zjazdy w błocie były dodatkową atrakcją


Zupełnym przypadkiem nagle wyszliśmy z lasu wprost na dom Roberta Schumana







Rekonesans zrobiony, hotel zarezerwowany, wracamy tam w lipcu, tyle, że już do samego Trewiru (tym razem za późno się zabraliśmy do rezerwacji i wylądowaliśmy w Konz, które to miasteczko nie było złe i wrócimy tu na lody i do chińskiej knajpy, ale…) Trewir będzie naszą bazą wypadową przez tydzień, żeby odkrywać Dolinę Mozeli i to, co powyżej😀

niedziela, 19 maja 2024

Powiem Ci pamiętniczku,

że Trewir (Trier) bardzo na tak.

Jeszcze dzisiaj włóczyliśmy się po mieście, ale jutro (JUTRO!) lecimy w krzaki (tak mówimy, jak trzeba się gdzieś wysilić idąc pod górkę).

Nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale to dobrze. Wracamy tu w lipcu, rezerwacja już jest zrobiona😀

A teraz niech przemówią obrazy. 




Rynek


Porta Negra






Katedra św Piotra


Kornmarkt


Pałac Książąt Elektorów i Bazylika Konstantyna (ten ciemny dach po lewej)


Pełne skarbów muzeum regionu




Termy cesarskie



Bazylika Konstantyna, najbardziej niesamowita budowla sakralna w jakiej byłam)

Wleźliśmy i wspięliśmy się, gdzie się dało. Niektóre miejsca zwiedza się za darmoszkę (kościoły i bazyliki) inne, jak termy czy Porta Negra za 4€. Muzeum miejskie było dzisiaj otwarte za free, chociaż zwykle to koszt 8€ od osoby dorosłej, parking przy Rynku wczoraj 12€, dzisiaj podobny czas za 3,60€,  takie niedzielne bonusy😉

Dobrego tygodnia❤️


piątek, 17 maja 2024

Delft part 2

 Włóczenie się po uroczym Delft sprawiło, że zgłodnieliśmy. Zwykle, w takich sytuacjach, kiedy szkoda nam godziny na siedzenie w knajpie, choćby nie wiem jak fajnej, jadamy jakiś street food i lecimy dalej. Nie tym razem jednak. Wszystkie rybki, chińskie pierożki, pizze na kawałki i japońskie zupy nie dla mnie. Trzeba było się poważnie rozejrzeć. Przed jedną z knajpek na potykaczu wyczytaliśmy, że serwują omleta. No nic, wiem, że mogę jeść jajka, niechaj będzie omletv. I to był strzał w dyszkę. Ted zjadł jakiś lokalny specjał, a ja, upewniwszy się, że w chlebie nie ma orzechów i oddawszy wszystkie pomidorki z dekoracji zjadłam omleta, bez sera, bez dodatków, ale zjadłam. Czyli zawsze jest szansa na coś, mimo, że nic mi nie wolno. 

Poczłapaliśmy dalej, gapiąc się na stragany z cudami, aż doszliśmy do kolejnego, tym razem Starego Kościoła (Oude Kerk). Jego budowę zaczęto w 1246 roku, a jego wieża, jak na nią właściwie popatrzeć, jest krzywa, jak jej koleżanka z Pizy. W kościele nie zachowały się witraże, ale te z XX wieku są również pięknie i nie kontrastują ze starą budowlą.  

W kościele pochowanych jest kilka ważnych, dla historii Holandii, postaci. Tu spoczywa Jan Vermeer, który urodził się i umarł w Delft. Podobnie, jak Rembrandt, Vermeer nie doczekał się jednak nagrobnego monumentu. Tu również spoczywa Maarten Tromp, admirał, bohater wojny angielsko- holenderskiej, tyle, że pan admirał, dla odmiany może poszczycić się imponującym grobowcem.

- Chodź, zajrzymy- powiedziałam do Teda.



Szczerze mówiąc nie pamiętam, czy to Nowy czy Stary Kościół

- Nie- zbuntował się- nie będę kupował biletu do muzeum, które zamyka się za godzinę. 

- Nie musisz durnizno- wyśmiałam go- nie słuchałeś pana w Nowym Kościele. W cenie biletu były trzy wejścia, pamiętasz? Nowy Kościół, wieża i… 

- Aaa- ucieszył się Ted, jakby dostał cukierka- i wszedł do środka wyciągając z kieszeni bilety, których, na szczęście nie wyrzucił.

Wracając na Rynek zobaczyliśmy, że niebo przesłoniły czarne chmury. 




Szaleństwo serowe pachniało bosko

- Trzeba wiać- zawyrokował Ted ale zanim zwialiśmy, wpadliśmy do królestwa serów, gdzie Ted oszalał, a ja go wspierałam, bo nie mogłam, z równym mu zaangażowaniem, ruszyć do próbowania. Smaki serów były oszałamiające, a mnie najbardziej zaciekawił lawendowy. Ted powiedział, że był ok, ale chilli i trufla skradły jego serce.  

Uciekając przed deszczem zahaczyliśmy jeszcze o małe sklepiki, w których skupione na pracy panie, pokrywały urocze figurki, ozdoby i naczynia charakterystycznymi niebieskimi wzorami. Te małe skarby znane są w całej Europie pod nazwą ‚fajans z Delft’.  Jego produkcja stanowiła niegdyś podstawę ekonomii miasta, a dzisiaj jest jego wizytówką. 



Matko jaka to jest żmudna robota. Taka dla Młodej, ale efekt jest piękny

Do Delft wrócimy w poszukiwaniu szóstej filiżanki, ale również po to, żeby odwiedzić Muzeum Królewskiej Porcelany - Koninklijke Porceleyne Fles, na które zwyczajnie nie wystarczyło nam już czasu.

Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję, że wejście do obu kościołów i na wieżę to koszt 13€ od osoby, szafka na torby i plecaki jest gratis, a pół dnia parkowania w centrum na parkingu podziemnym to koszt 12€, w Amsterdamie byłoby z 40-50😂

I jeszcze mała zajawka kolejnej małej podróży, którą dostałam w prezencie na urodziny.


Możemy pozgadywać co to i gdzie, chociaż myślę, że to łatwe



Teraz lecę w piątek, a wieczorem pakowanie i zaczynamy kolejną małą podróż. 
Dobrego weekendu, my wracamy do pracy dopiero we wtorek.