Złapałam kryzys, jak dzwon. bo jak tu nie mieć kryzysu, kiedy robisz shoarmę z frytkami, sosem czosnkowym i surówką z młodej kapusty, a potem z szafki wyjmujesz sucharki, odliczasz stosowną porcję i zjadasz ‚ze smakiem’?
Wiem, ja znowu o żarciu, probiotykach i tym czego nie mogę, ale muszę się wygadać, żeby to z siebie wyrzucić i nie narobić głupstw. Od dwóch dni nie biorę żadnego probiotyku. Zmiotło mnie w poniedziałek, tym razem bez powodu. Nie zjadłam w weekend niczego, co miało mi prawo zaszkodzić, a jednak… Od poniedziałku jest red day, czyli odstawiamy probiotyki i przechodzimy na sucharki. Dzisiaj zjadłam pierwsze, w miarę normalne 🤪 śniadanie. Może przy kolejnym posiłku, jak wszystko będzie ok, wezmę pierwszą dawkę proszku, wieczorem, może płyn. Wszystko zależy od tego, czy utrzymam śniadanie.
Ja w sumie nie o tym chciałam, bo rzuciłam sobie wyzwanie. Wracam do analogu. Książka w papierze, muza z radia, wieczór na tarasie, bez Netfliksów i uważny spacer z psami. Każdy spacer to zabawa. Muszę znaleść coś, czego wcześniej nie widziałam. Wydawało mi się, że to będzie trudne, bo po lesie łażę kilka razy dziennie. Otóż… nie było wcale. Bardzo się zdziwiłam, jak bezmyślnie, nieuważnie człapałam za Emmą, a przed Nelsonem i Fryckiem. Bo kot Fryniu chodzi z nami. Człapie z tyłu i miauczy. Muszę się zatrzymać, poczekać, pogłaskać i to daje mu motywację, żeby iść dalej, ale tylko do kolejnego zakrętu, a tam rytuał się powtarza. On gada, ja czekam, głaszczę i idziemy dalej. Na ostatniej prostej, kot ma już taką motywację, że pokazuje mi się w pełnym galopie po mchu. Nelson człapie leniwie, bo jest staruszkiem i mu gorąco, a Zebrador Emma idzie i zjada wszystko, co znajdzie, dlatego, jako jedyna jest na smyczy, oraz dlatego, że w lesie znowu pojawiły się mundżaki. Spotkałam jednego oko w oko… w odległości jakichś pięćdziesięciu metrów. Obie z Emmą byłyśmy tak zaskoczone, że stanęłyśmy jak wryte, Nelson też nie ruszył, Frynia o szarżę na mundżaka nie posądzam. Zanim Emma się otrząsnęła, Mister M obejrzał nas sobie i z godnością odszedł. Wyzwanie uważności sprawiło, że dowiedziałam się, jak daleko w las wrosły rododendrony, gdzie są fioletowe, gdzie czerwone i, że żółty już przekwitł. Które drzewa obrośnięte są bluszczem i gdzie przez drzewa najpiękniej przebija się słońce. Że zapach lasu zmienia się z zależności od pory dnia i pogody. Wczoraj wieczorem pachniało tak pięknie, że rozważałam przejście drugiej pętli. Wczoraj w ogóle był taki piękny wieczór, że w towarzystwie dwóch kotów, które o dziwo się nie pozabijały (BB jest małym, czarnym skurwielem, ale i tak ją lubię), i jednego psa, bo drugi nas olał i poszedł spać, siedzieliśmy na tarasie do północy. Lato w pełni, jak to w Belgii, w lipcu będzie 18 stopni i deszcz 😂
Wczoraj był Dzień Matki, smutno było mi jakoś, bo w radio ludzie dzwonili do mam i mówili im, że je kochają. To nie tak, że Dzieciaki na zadzwoniły. Oczywiście, że zadzwoniły, i wysłały Teda w tajemnicy po kwiaty. Ale to ja nie mogłam zadzwonić. Tyle się dzieje, tyle chciałabym Jej opowiedzieć… No nic, to pewnie pokłosie kryzysu.
Idę się pozbierać… w pracy.
Mama z Tatą też nie mogli do swoich Mam zadzwonić. Odwiedzili je na cmentarzu...
OdpowiedzUsuńTak bardzo, bardzo Ci współczuję tych perypetii zdrowotnych :* Trzymaj się jakoś! Dzisiaj w Sączu burza. A miał być Powrót do przyszłości w kinie... BUU! Trzymaj kciuki od niedzieli, a potem jeszcze 6 i 7 czerwca. Trzymaj mocno...
Czy może być coś lepszego na kryzys niż dwa psy, kot i droga w las? Przy takiej perpektywie nawet sucharki brzmią jak homar popijany szampanem. Analogowe życie polecam, już się nie zalogowuj do innych światów. Ja jeszcze jutro do pracki a później trzy dni laby a ponieważ zapowiadają niemal tropikalne upały to plany mam zacne, w piątek na ten przykład pojadę sobie na rowerze nad jezioro i będę się byczyć z książką a w przerwach łazić boso po łące. I chyba nawet na ten kontakt z trawą cieszę się bardziej niż na byczenie. Buziaki.
OdpowiedzUsuń