Ten blog używa ciasteczek, bo jego właścicielka lubi słodycze 😉

niedziela, 5 kwietnia 2020

Zajmując ręce

Dawanie jest dla mnie ważniejsze, niż branie.
Na pytanie co 'byś chciała?' odpowiadam zwykle 'tulipany z lidla' (nic nie umniejszając ani tulipanom, ani lidlowi oczywiście).
Wolę wspólne świętowanie niż prezent.

Cóż teraz można ofiarować Komuś, kto jest setki kilometrów stąd?
Od lutego.
Wieczorami.
I jest.
Spełnienie moich marzeń i Jej życzeń.
Kiedyś się spotkamy.
I otuli się nią cała (2.10 metra rozpiętości).
O kolorach nie dyskutujmy, ledwie przemyciłam szary.


Ciemny szary😂

Dbajcie o siebie❤

wtorek, 31 marca 2020

To się skończy

Mamy kumpla.
Chińczyka.
Od grudnia nie dawał znaku życia.
Aż tu nagle...
Dzisiaj.
Jak już wszyscy straciliśmy nadzieję, że żyje...

11:22

'Co tam u Was? Wiem, przez jaki ciężki czas przechodzicie. Mam nadzieję, że jesteście bezpieczni. Mam maski. Chirurgiczne, a nie respiratory N95. Kto z Was potrzebuje, piszcie. Wyślę je tak szybko, jak to możliwe, zanim system pocztowy w Europie całkowicie przestanie działać. Pomogę tak, jak tylko będę mógł. Dbajcie o siebie, trzymajcie się. To się skończy.
Z.'


Jeszcze się kiedyś napijemy wina.

niedziela, 29 marca 2020

Dawno, dawno temu...

...kiedy Ted pływał po morzach i oceanach, a moja depresja sięgała jądra ziemi miałam ze sobą umowę: 'w najgorszym stanie zrobię jedną rzecz'.
W domu była Młoda, czytała mój stan, jak książkę i niestety kupowała po części.
'Jedna rzecz' była zatem trochę dla niej.
Co daje efekt natychmiastowy?
W moim przypadku, wejście do kuchni.
Wchodziłam tam zatem czyniąc cuda, wypiekając ciasta, ciasteczka, chleby, bułki, rogale, bagietki i drożdżówki.
Uśmiechy na twarzach Młodej i jej przyjaciół, którzy byli bezpośrednimi beneficjentami mojej terapii, poprawiały mi nastrój. Niestety pochłonięte kalorie nie poprawiały mojej sylwetki, ale poza tym było mi raczej lepiej, niż gorzej, chociaż przez chwilę.

Wczoraj na butę, bezczelność, brak zwyczajnej ludzkiej solidarności i budowanie politycznego kapitału na trumnach (nie pierwszy raz btw) oraz 'bezjajeczność' opozycji opadły mi ręce.
Skutkiem była tarta.


Teraz trzeba usiąść, napić się herbaty i pomyśleć (A.B. mówi 'jak nie wiesz, co zrobić, nie rób nic).
Posłuchałam Szymona Hołownii.
Czy tylko on będąc politykiem, potrafi pozostać Człowiekiem?
Rozglądam się bacznie.

A myślałam, że naszym wspólnym wrogiem jest wirus...

Idę szyć maski.
Podobno nie trzeba ich nosić.
Czy aby na pewno?
Świat je nakazuje, a  część z 460 (p)osłów ZMARNOWAŁA (na oczach Polaków, których zdrowia nie trzeba jednak chronić maską)  maski z filtrami ffp2 i ffp3 tak potrzebne na oddziałach zakaźnych.

Bez herbaty nie zrozumiem!

piątek, 27 marca 2020

Tydzień drugi

Od dwóch tygodni pracuję online.
Idzie świetnie.
Śmigamy zadania gramatyczne, listeningi i speakingi.
Wprowadzamy nowy materiał.
Robimy wszystko tak, jakby dzieciaki tu były.
Dlaczego?
Bo od czasu, jak ogarnęliśmy jeden komunikator WSZYSCY się na nim komunikujemy.
Bazę zadań mam na nośnikach.
Słownictwo trenujemy w programie, w nim też możemy pisać kartkówki.
Oni mogą się do mnie odezwać ZAWSZE.
Jak tylko mam czas NATYCHMIAST odpowiadam.
Sieć połączeń budowaliśmy latami.
Z niektórymi, już byłymi, nadal mamy kontakt w ten sposób.
Kluczem jest ZAUFANIE I SZACUNEK.

Gdybym teraz musiała budować wszystko od podstaw, nie dałabym rady.
Z 'zachwytem' patrzę na to, co się dzieje w edukacji.
Nikt nie pomyślał nawet o próbie testowania e-learningu.
Dzisiaj minister ciśnie dyrektora, dyrektor nauczyciela, nauczyciel ucznia, uczeń jęczy matce, mamuśka rusza na nauczyciela i nikt, NIKT nie wie, co z tym burdelem zrobić.

Nawalił system.
Krótkowzroczność tych na górze.
Zagarnianie kasy dla siebie.
Brak inwestycji.

Wirus weryfikuje.
Wszystko i wszystkich.

Dbajcie o siebie❤

środa, 25 marca 2020

Mam już dosyć

- Każdy ma- powiesz.
Pracuję online, na komunikatorze. Z racji kwarantanny narodowej wszyscy na nim siedzą.
I wysyłają.
Głupie memy.
Durne filmy.
Kretyńskie TikToki.
A ja tylko próbuję normalnie pracować.
Tak bardzo mam dosyć ogólnonarodowej głupawki, iż pomyślałam, że ani słowem nie wspomnę tu o pandemii.
Ale dlaczego nie?
Kurcze! Za rok poczytam i ucieszę się, że daliśmy radę. Że było ciężko, ale już nie jest.
Potrzebujemy punktów odniesienia.
Żeby nie oszaleć.
Potrzebujemy budować narzędzia.
Na przyszłość.
Dla siebie i innych.

Takie coś znalazłam w czeluściach:

Pozytywnie
Będę
Myśleć
Tylko
Jeżeli
Wszystko
Się
Zmieni

A teraz przeczytaj to od końca.
Buduj.
Siłę masz w sobie.
I czerp.
Od najlepszych😉


Źródło, to fb.
Dbajcie o siebie❤
Róbcie więcej, niż od Was wymagają (maski, rękawiczki) dla siebie, nie dla innych.

P.S.
Egzamin ósmoklasisty i matura online😁😂😁😂😁
Ubawiłam się popas, pracując od dwoch tygodni w ten sposób.

niedziela, 22 marca 2020

Podróżuj bezpiecznie

Ileż to razy, jadąc do pracy, czy szkoły marzyłeś, żeby to miejsce było otoczone kordonem policji, a Ciebie odesłano do domu?
Ileż razy wyobrażałeś sobie, że w poniedziałek rano oświadczasz 'pierdolę, nie robię' i zostajesz w domu, co ja mówię? W łóżku. Z kawą i książką, netflixem, albo zwyczajnie śpiąc.
Ileż razy we wtorkowy poranek, przełykając w biegu kanapkę z czymkolwiek pomyślałeś, 'a gdyby to teraz zatrzymać, usiąść, zjeść coś, co wszyscy lubimy i spokojnie wypić kawę'.
Ileż razy w środę, błagałeś (Boga czy kogo tam zwykle błagasz o cud), żeby był już piątek po południu.
Ileż razy wzdychałeś, że w czwartek po południu nie możesz wypier... laski na wszystko, bo jeszcze do przepracowania został piątek.
Piątek, piąteczek, piątunio rozpoczynał czas spędzony z rodziną i... ileż to razy wzdychałeś, że masz już dosyć.
To teraz masz permanentny 'łikendzik'.
Co robisz?
Jęczysz!
Że nie możesz iść do pracy.
A lubiłeś to?
Serio?
Że nie można nigdzie wyjść.
A wychodziłeś?
Teatr, opera te rzeczy?
Spacer z rodziną i kawa w ulubionej kawiarni.
Wszyscy eleganccy, kulturalni, pachnący i uśmiechnięci.

Teraz jest czas, żeby poukładać to, czego i jak chcesz.
Nie czekaj, aż wypuszczą Cię na wolność.
Dzisiaj ciesz się, że miejsce pracy 'otoczone kordonem'. Jest czas na wspólne śniadanie i poczytanie tej książki Olgi Tokarczuk, którą dostałeś pod choinkę (bo wszyscy dostawali). Rozejrzyj się po mieszkaniu, gdzieś pewnie jest jeszcze Chińczyk, może sprawdź czy potrafisz 'nie irytować się człowieku'.

'Spoglądając w twarz jednego tylko człowieka lub rzeczy dzień po dniu przez cały rok i zawsze odnaleźć w niej coś nowego- oto niewątpliwie większa przygoda niż jakakolwiek podróż może zaoferować'- mawiał Mistrz de Mello.

Podróżuj bezpiecznie.
Teraz❤

P.S.
Star dostałam wypad z Twojego bloga?
Za co?
Why🙏

P.S. 2
I tak Cię kocham😍

czwartek, 19 marca 2020

Jprdl

- Co tam u was?- zaćwierkała nam radośnie MatkaZ do śniadania.
- Super mamo, a u ciebie?- odbił piłkę Ted.
- Ja byłam w banku, wszystko popłaciłam, tylko za mieszkanie nie mogłam bo 'zamknięte do odwołania'- (tu oboje wydaliśmy z siebie ni to jęk, ni śmiech), a mamusia, niczym niezraźona perorowała dalej - pójdę sobie do Grosika, bo taka jedna pani, która też przyszła płacić, powiedziała mi, że tam jest czynne.
- Mamooo- przerwałam jej słowotok- miałaś się nie włóczyć.
- Ja siedzę w domu cały czas- broniła się mamusia.
- Przecież właśnie opowiedziałaś nam, jak obleciałaś najbardziej uczęszczane skupiska wirucha w tym mieście- zauważył uprzejmie Ted.
- No ale nie mogę cały czas siedzieć w domu.
- Jak my możemy, ty też możesz!- warknął Ted.
- Ale kto mi opłaty zrobi?
- Zaraz przyjadę, wezmę te rachunki i kasę i my to zrobimy, przez internet.
- Ale co? Nic mi już nie wolno?
- Mamo, daj nam te papiery, my zrobimy opłaty, a ty sobie idź na spacer. Do parku. Tam, gdzie nie ma tłumów- leķko zirytowany Ted podniósł głos.
- Nie, jednak sama chcę iść.

Kurtyna!👏

Jak można tak nie ufać własnemu synowi, żeby nie dać mu karty do bankomatu? Żeby nie pozwolić mu zrobić podstawowych opłat.
Kurwa, ziemniaki możemy jej dowieźć. To tyle.
Jak Ted kończył rozmowę, ja wyszłam.
Ommmmm.

niedziela, 15 marca 2020

Na przekór

Wyleźliśmy wczoraj na zakupy.
Miasto wymarłe prawie.
W sklepie ludzie uprzejmi, ustępują drogi, nie wiszą innym na plecach, jak jeszcze do tego dodać zwiększoną higienę, to same kurka plusy.
- Może ten wirus w wersji light powinien zostać z nami na dłużej?- zastanawiał się głośno Ted.
Podrzuciliśmy zakupy MatceZ, gdyż grzeczna jest niesłuchanie, a potem załączył nam się dywersant.
Ruszyliśmy na spacer, nad morze, na pół godzinki. Naszą ulubioną trasą. Promenadą nad wydmami. Spotkaliśmy może ze trzy osoby, ale nad samym morzem, prawie mocząc walonki w wodzie, spacerował TŁUM!!!
Jaką to teraz mamy akcję?
'Zostań w domu' czy 'Zostaw rozum w domu'?
Jprdl, myślałam, że to my jesteśmy nieodpowiedzialni.

A tymczasem aura za nic ma pandemię.


Dbajcie o siebie❤

piątek, 13 marca 2020

Bez makaronu nie zostaję w domu

Nie panikuję.
Przynajmniej się staram.
Ale dzisiaj, zobaczywszy dno w lodówkach sklepów, w których zwykle robię zakupy, oszalałam.
Ted miał wolny dzień.
Chciałam zrobić fajną kolację z winem, żeby choć trochę oderwać się od tego co za oknem.
- Co zrobimy dobrego?- zapytał ucieszony.
- Pastę Florentine może?- zaproponowałam.
W lidlu, w lodówkach hulał wiatr. Miałam jednak nadzieję, na dwie piersi z kurczaka w zamrażarce.
- Ty idź po szpinak, ja pójdę po makaron- zaproponowałam.
Po chwili spotkaliśmy się on bez szpinaku, ja, bez makaronu. 
Przewartościowałam kolacyjne menu. 
Passatę znalazłam prawie leżąc na podłodze, gdzieś na końcu półki, boczek wędzony dziwnym trafem jeszcze był.
- OK, będzie Amatriciana- odetchnęłam z ulgą.
- Jak tylko znajdę makaron, bo uprzejmie przypominam, że nadal go nie mamy- przypomniał uprzejmie Ted.

Tu musiałam udać się do pracy.
Godzinę i cztery sklepy później, mój myśliwy zdobył najważniejszy składnik kolacji.
Kupił trzy paczki, żeby znowu za kilka dni nie marnować czasu.
I tak dołączyliśmy do akcji 'bez makaronu nie zostaję w domu'.

P.S.
Kolacja była pyszna, makaron smakował nam, jak nigdy😉


sobota, 7 marca 2020

Jak dobrze...

Że jest weekend, bo ten tydzień był jakiś ciężki, chociaż jakby mnie ktoś zapytał, to nie wiem dlaczego.

Że Ted od kilku lat nie pływa, bo te aresztowane statki, to jego firma, a Diamond Princess (ten pierwszy objęty kwarantanną), to jego statek matka.

Że jest kawa, bo energię mam dzisiaj ujemną, pewnie dlatego, że za oknem siąpi coś na kształt deszczu jesiennego.

Że jak się obrobię z obowiązkami kurzodomowymi, usiądę i okopię się z robótką, bo chusta Młodej jest prawie na ukończeniu, a przyszła właścicielka już przebiera nóżkami z ekscytacji.

Że nie oglądam TV, bo moi znajomi wczoraj zakończyli wieczór na mega wqoorwie, a ja byłam pięknie nieświadoma i słuchałam muzy.



Czyli, jest dobrze, jak się tak człowiek uważniej przyjrzy😉

czwartek, 5 marca 2020

Zmiana warty

Koronawirus zastąpił odmieniane na wszystkie sposoby rzeczowniki 'matura' i 'egzamin ósmoklasisty'.
Z mojego punktu widzenia, to dobrze.
Gdyż nie chodzi tu tylko o rzeczowniki, ale o poprzedzające je, kategoryczne 'nie zdasz'.
Jaki rodzic/nauczyciel wyraża życzenie żeby dziecko nie zdało egzaminu wieńczącego pewien etap edukacji?
Chcesz, żeby zdało, to go kur... nie koduj negatywnie!!!
Chcesz je wziąć do galopu, to bądź kreatywny.
Zbuduj zdanie twierdzące.
Tak łatwo jest rzucić komentarz.
Osąd.
A dzieciak? Nie potrafi odróżnić 'motywacji' od oceny. I zostaje z tematem 'jestem do dupy' sam. Albo z kumplem, który też jest do dupy.
Słowa mają moc kamieni rzuconych z całą mocą.
Zanim rzucisz, pomyśl.
To pisałam ja- były motywator negatywny.

P.S.
Taki uroczy obrazek mi się wyświetlił na fb, zaraz po publikacji tego tekstu.
Przypadek?


piątek, 28 lutego 2020

Złote myśli... Milenialsa

'Ja już się w życiu nazbawiałam ludzi i to, co dostawałam w zamian zupełnie mi się nie podobało.
Teraz poświęcam czas sobie i to, co dostaję baaaardzo mi się podoba'.

Kurtyna.

Nic, tylko czerpać😉

niedziela, 23 lutego 2020

Niebilans

Gdybym miała zrobić bilans feryjny, byłby to bilans strat.
Wirus sprzedany jeszcze przed feriami dokuczał mi przez dwa tygodnie, mimo, że próbowałam go namiętnie olewać.
Jutro trzeba wracać do pracy, a tu nie ma mocy.
No trudno, będę powłóczyć nogami😉

W międzyczasie załączył mi się temat 'what if'. Nie, nie wracam do przeszłości. Nadal hołduję zasadzie bycia tu i teraz.
Aleee...
Wpadł mi w ręce zestaw pytań, i nie oprę się pokusie, żeby sobie na nie odpowiedzieć.
Pierwsze brzmi 'gdybyś mógł spędzić dzień z osobą z przeszłości, kto by to był?'

Od wczoraj o tym myślę i wyszło mi, że kurcze, chciałabym spędzić dzień z moją Babcią Anną.
Nie, to nie jest chęć powrotu do dzieciństwa. Chciałabym być obecnym Dreamem i dzisiaj wejść do kuchni z Babcią. Mogłabym być jej pomocą. Obierać warzywa, myć naczynia i sprzątać blaty. Patrzeć co robi, zadawać setki pytań i korzystać z Jej mądrości i dobroci. Podobno jestem taka, jak Ona. Nie wiem. Nie potrafię tego ocenić. A może inaczej, chciałabym.
Mamy inne doświadczenia. Ona wojny i walki o przetrwanie, ja... cóż myślę, że bagażem moich ostatnich trzech lat mogłabym Ją zaskoczyć.
Na koniec dnia usiadłybyśmy do stołu.
Bardzo fascynuje mnie sama myśl, że mogłabym usłyszeć, jak Ona przyjęłaby na klatę to, co przyszło przepracować nam.
Wygląda na to, że kiedy zabrakło wokół mnie silnych kobiet, ja przejęłam pałeczkę.
Czasem patrzę gdzieś w przestrzeń i pytam 'jesteś dumna Babciu?'
I mam nadzieję, że nie zjebałam...

To tylko zabawa.
Może pobawisz się ze mną?
Z kim chciałabyś/ chciałbyś pogadać?
O czym?


czwartek, 20 lutego 2020

Olśnienie

Pewien Człowiek ubrał w słowa moje odczucia.
Bardzo precyzyjnie ubrał.
Tom Hardy się nazywa.
Ktoś, wręcz całe stado ktosiów zalazło Tomowi za skórę i się zebrał, i zwerbalizował:

'Nie każdy poznaje tę samą wersję mnie. Jedna osoba może ci powiedzieć, że posiadam niesamowitą, piękną duszę. Inna powie, że jestem zimnokrwistym ch**m. Wierz im obojgu. Nie traktuję ludzi źle . Traktuję ich ze wzajemnością'.

Taaaak.
Moja wzajemność kieruje się raczej w stronę obojętności, gdyż na poddawanie się negatywnym emocjom szkoda mi zdrowia.
W kwestii biblijnego nadstawiania drugiego policzka też już sobie odpuściłam.
Nie nadstawiam.
Odchodzę.
Bez komentarza, ale i bez żalu. Szkoda czasu na żal. Jeżeli ktoś ma w dupie, to nie można chcieć nie mieć, za niego.

Jakoś tak lżej się idzie bez tych wszystkich obciążeń.
Można się skupić na podziwnianiu widoków i na zachwytach nad napotkanymi ludźmi, bo po drodze można też spotkać 'piękne dusze'.


Bądźcie dla siebie dobrzy i zjedzcie dzisiaj pączka koniecznie, albo siedem. Dzisiaj taki dzień, że można, a nawet trzeba.
Smacznego🍩🍩🍩



poniedziałek, 17 lutego 2020

Małpy

Dawno, dawno temu, kiedy Młoda była jeszcze mała byliśmy w Zoo, w Oliwie.
I były tam małpy. Uradowane otaczającym je tłumem pokazywały środkowe palce, czym wzbudzały dodatkowe reakcje.

Taaaak.

Podobne zjawisko zaobserwowałam ostatnio w przestrzeni publicznej. Dorośli ludzie dali się sprowokować... małpie.
Posłużyli się jej retoryką.

Ot takie nasze, polskie błotko.

Smutne.

środa, 12 lutego 2020

Chyba nie jestem wrażliwa

Czytam w Newsweeku, że mamy prawo do bólu głowy i złego samopoczucia.
Pogoda taka.
Od trzech dni mamy tu regularny sztorm. Nawet do głowy nie przyszło mi iść i oglądać go z bliska.
Ale sypiam za to, jak dziecko i nawet zatoka (po tym, jak traktuję ją ze specjalną atencją) nie bardzo mi dokucza.
Dzień ferii trzeci spędzam w domu.
Z kawą/ herbatą.
Z książką.
Z czarną chustą dla Młodej i w oczekiwaniu na ostatni kolor do wykończenia chyba najważniejszej, jaką w życiu zrobiłam.
Trzeba umieć dziękować, dziękuję zatem najpiękniej, jak umiem.
A jest za co.
Nikt nie zrobił dla mojej rodziny tyle, co ta Dziewczyna.



- Mam coffee break- mówię do Teda, który właśnie wrócił z biura, a wybiera się do pracy.
- Przed czym? - pyta rozbawiony.
- Przed zainstalowaniem się w salonie, w fotelu pod oknem- odpowiadam, a poważnie tylko tam widać tę cholerną, czarną włóczkę😂
On wie.
Tego mi teraz trzeba.

Zapodaję muzę.
To jest mój czas.
Mam nadzieję nadal pozostać niewrażliwą
Ommmmmm

sobota, 8 lutego 2020

Fiksacje i fobie

I nie mówcie mi tylko, że jedynie świry je mają.
Każdy ma.
Niektórzy muszą mieć w domu chleb, dużo chleba, żeby nie zabrakło.
Inni owoce.
Jeszcze inni namiętnie sprzątają, w obawie przed roztoczami.
Młoda boi się pająków, a Ted zawsze musi mieć butelkę wina.
A ja?
- Kochanie- ja do Niego w biedrze- papier toaletowy się kończy.
- Jesteś pewna?- On w odpowiedzi- Jak ostatnio twierdziłaś, że się kończy, było jeszcze sześć rolek.
Uległ.
Kupiliśmy.
W domu były jeszcze trzy.
- To pewnie jakaś fobia- obśmiał się ze mnie.
- Ciekawe czy ktoś też ją ma- zainteresowałam się, mając nadzieję na bycie jedyną i niepowtarzalną.

- Nie jestem niepowtarzalna- skonstatowałam, ze smutkiem po chwili- 'finchartafobia, lęk przed brakiem papieru toaletowego'- zacytowałam rozgoryczona.

Nic człowiek nie może mieć tylko dla siebie. Zawsze kuźwa w tłumie, bez maleńkiej nawet fobijki indywidualnej.

Post powstał w nawiązaniu do podtytułu bloga 😂🤣😂🤣

piątek, 31 stycznia 2020

Wielka księga zażaleń

Obserwuję sobie media społecznościowe i wśród dorosłych ludzi zauważyłam taką prawidłowość, o którą posądzałabym raczej dzieci, potocznie zwane gimbazą.
Dorośli ludzie otóż traktują rzeczone media, jak 'wielką księgę zażaleń', wrzucając  memy, a to próbujące dopiec partnerowi, a to uszczypnąć potomstwo, a to wyrzygać coś znajomym.

Masz coś komuś do powiedzenia, to, posiadając jaja, idziesz i mówisz.
Problemy rodzinne załatwiasz w domu.
Wdupiemając- milczysz.

Tak to kiedyś było, czy coś mi się, z braku zimy, pozajączkowało?
A potem jest żal, że on/ona znalazł/a kogoś innego, kto z nim/nią rozmawia?
Dzieci preferują towarzystwo kolegów i 'za moich czasów młodzi byli inni'.
Słowo przyjaciel nie ma już żadnego znaczenia, a honor to zjawisko w zaniku.

Autentyk z fb wrzucony przez naszą znajomą, poważną bizneswoman.


     
Tylko usiąść i zapłakać.
Albo wdupiemieć😉

niedziela, 26 stycznia 2020

Rozrywkowy

- Spotkajmy się- padło hasło na fb.
- Nie mogę- wyjęczał ten, który zawsze był pierwszy.
- Co tam?- dopytywało zdziwione towarzystwo.
- Rwa kulszowa mię trzyma- tłumaczył Rozrywkowy (z tego, co pamiętam, trzyma go od Sylwestra)- do tego lekarz przepędził mnie po labolatoriach i mi wyszło...
Tu nastąpiła cała lista tego, co mu wyszło, a czego oszczędzimy sobie przy niedzieli, poniedziałku, wtorku czy kiedy tam będziecie czytać.

No tak. To żona Rozrywkowego była zawsze ta chora. Na fffszystko z nowotworem włacznie. Ona była ta delikatna. Teraz ma swoje rytuały. Swoje diety, swoje czary, nakazy i zakazy. Rozrywkowy patrzy na to wszystko z miną nietykaklnego- zwycięzcy, ale żeby dołączyć, witaminki wziąć, poruszać się trochę, o nie! Nietykalnych diabli nie biorą.

I wzięli.
Pier...li o glebę i trzymają w parterze od miesiaca prawie.

Ted się śmieje.
Też taki był, tyle, że my się z Młodą (bo Aguś z tych nietykalnych bardziej) nie dałyśmy spławić. Złapałyśmy, potrząsnęłyśmy i kliknęło.
To niczego nie gwarantuje, ale nie zaszkodzi, zwłaszcza rzucenie palenia. Teraz trzeba uporać się z wagą, gdyż parę kilogramów zarobił, ale widzę, że już go uwierają.
Z nawracającą rwą rozprawiliśmy się w dwa tygodnie. Od tamtej pory nawet nie próbuje wrócić. Rozrywkowy nie przyjmuje jednak rad, nawet od Teda.

Taaaak.
Bądźcie dla siebie dobrzy.
Dobro dla ciała odbija się dobrem dla ducha.
A Rozrywkowy nadal nie kuma, tyle, że to nie nas boli. 
Może ból jest za słaby jeszcze?😉

sobota, 18 stycznia 2020

Powiem Wam

Jest pięknie.
Bez mrozu.
Bez wiatru.
Spokój...

sobota, 11 stycznia 2020

O byciu tu i teraz

już pisałam.
Nie są to popularne teorie. Wymagają ciężkiej pracy. W społeczeństwie tyjącym i chorującym na potęgę, twierdzącym, że regularny wysiłek 'to raczej nie', ciężka praca nie jest tematem popularnym, więc nie piszę więcej, bo mi się blog zupełnie wyludni😉
Chociaż już od dawna piszę go raczej dla siebie.
Od jak dawna? To wie pewnie Piter, bo zaczynaliśmy w tym samym czasie, tyle, że ja mam gdzieś obchody i rocznice, bo jestem tu, a nie tam.
To nie jest tak, że nie chcę wspominać, uczyć się na błędach itepe.
To raczej premedytacja.
Zostawiam przestrzeń dla nowego, nie pozostawiając w pamięci za wielu kilobajtów, czy jak im tam, wspomnień.
Tamte wspomnienia to walka z depresją, o której raczej chciałabym zapomnieć.
Chociaż domyślam się, że tej walki nie było pewnie widać.
Leki robiły swoje, a czasem wręcz przeciwnie.

Otóż wracając do tu i teraz, nowe rozpycha się łokciami.
Jeszcze trochę pomilczę, dając mu się rozgościć.
A potem pewnie coś tam Wam opowiem.
Z góry uprzedzam, że nie wszystkim, bo coraz bardziej swędzi mnie łapa, żeby pójść w ślady Star i Kendzia😁

sobota, 4 stycznia 2020

Nie pamiętam

czy kiedykolwiek podsumowywałam rok.
W ubiegłym roku tego nie zrobiłam i dwa lata temu również nie (dalej nie chciało mi się sprawdzać).
Teatr mnie zmobilizowała swoim wpisem.
Żeby pomyśleć, mnie zmobilizowała.
I oto wnioski:

Za cały 2019 jestem wdzięczna.
Dziękuję.

Rozwijając temat (chociaż na zbyt wiele nie liczcie) dużo rzeczy mi wyszło. Jedna spektakularnie. Dzięki temu z glana otwieram niektóre, zamknięte zwykle dla mnie, drzwi.

Było parę fuck upów. Niektóre również  spektakularne, ale...
Każda bajka zaczyna się zwykle od 'dawno, dawno temu', a kończy 'i żyli długo i szczęśliwie'.
Cytując mojego ulubieńca Ajahna Brahma opowiem Wam najkrótszą bajkę:
'Dawno, dawno temu była sobie dziewczyna i był sobie chłopak. Chłopak poprosił dziewczynę o rękę, ona powiedziała "nie" i żyli długo i szczęśliwie'.🤣
I po co ja to piszę?
Nie wszystko w życiu musi mi wyjść.
Nie zawsze wszyscy powiedzą mi 'tak'.
Czasem trzeba się spektakularnie wyje...ć
(tak się kurna rozwinęłam😉), albo zaakceptować 'nie' i wyciągnąć z tego max.

Bo w życiu NIGDY nie przegrywasz.
Czasem odnosisz sukces, a niekiedy dostajesz lekcję.

W 2020 też tak zapewne będzie.
Pewna jest jedynie zmiana i, chyba pierwszy raz w życiu, bardziej mnie to ekscytuje niż przeraża.

Chociaż plany są, delikatnie mówiąc, 'scary' 😉


Tyle w temacie podsumowań i planów.
Dziękuję😁